— Ma się rozumieć. Otóż oryginał tego typu miałby już lat ze sto. Był to prawdopodobnie jeden ze zdobywców życia z czasów rozkwitu drugiego Cesarstwa. Wiesz, że nie należę do konserwatystów i gdybym zobaczył wówczas w Lasku Bulońskim zbyt świeży lakier powozu i zbyt nowe liberie służby owego oryginału, nie tylko nie zżymałbym się, lecz zgodliwie uchyliłbym kapelusza w odpowiedzi na ukłon nowego pana, w którego krwi więcej jest czerwonych ciałek niż rtęci, którego energia witalna podbije Paryż, Francję, Ziemię i kilka pobliskich planet.
— Miszutka, jesteś zbyt enigmatyczny.
— Nie sądzę.
— Ale dlaczego kopia?
— Ach, oryginał był tak udatny, że życie, zapoznawszy się z Darwinowską teorią o przetrwaniu najlepiej przystosowanych, przystąpiło do masowego kopiowania. Na szapirografie niektóre odbitki wychodzą słabiej, ale twój mąż jest, zdaje się, pierwszorzędnym, doskonałym okazem.
— Nie lubię tak — skrzywiła się — powiedz po prostu: podoba ci się?
— Bardzo ładny...
— Miszutka!
— Nie dałaś mi skończyć. Bardzo ładny i miły. Odbitka dobra, przy nieznacznym retuszu, dokonanym twoją subtelną rączką, odbitka nabierze reliefu w jednych miejscach, a straci zbędne wypukłości w innych.
Wszedł Ewaryst i dosłyszawszy ostatnie słowa, zapytał: