— Jak to dobrze, że stryjcio Antoni przyszedł — mówiła uśmiechnięta. — Chcę stryjcia naciągnąć...
— Jak to naciągnąć, panienko?
— A proszę mi obiecać, że stryjcio spełni, gdy o coś poproszę.
Pogładził brodę i spojrzał jej w oczy:
— Wszystko, co będę mógł.
— To bardzo dziękuję! Tu na Kościelnej mieszka pewna staruszka. Bardzo biedna. Otóż w ostatnich czasach nogi jej tak obrzękły, że wcale chodzić nie może. Błagała mnie, żeby stryjcia poprosić, by do niej wstąpił i rady udzielił.
— Niech tam — uśmiechnął się. — Pójdę do niej, choć ja po domach nie chodzę. Ale nie ma nic darmo.
— Ona jest bardzo uboga — zaczęła nieco zmieszana Marysia.
— Nie o nią mi chodzi — przerwał — ale w nagrodę panienka musi mi zrobić przyjemność i wziąć ten gościniec.
Mówiąc to, położył na ladzie paczkę.