— Co to jest? — zdziwiła się.
— Niech panienka zobaczy. Niewiele to, ale panience się przyda.
Rozwinęła paczkę i zaczerwieniła się.
— Materiał... I bransoletka...
— Proszę nosić, panienko, na zdrowie i na ozdobę.
Potrząsnęła głową.
— Ja tego przyjąć nie mogę. Nie, nie! Z jakiej racji?... Dlaczego pan mi takie prezenty robi?
— Odmówi panienka? — zapytał cicho.
— No, jakże ja mogę od pana!... I za co?
— Zrób łaskę, panienko. Weź. Tobie sukienka i te tam błyskotki przydadzą się, a dla mnie to wielka radość. Ot, jakbym ci kawałek serca dawał. Nie wolno odepchnąć. To z wdzięczności. Z wdzięczności za to, że odkąd tu do panienki przychodzę, lżej mi jakoś.