— Jemu o tę Maryśkę od Szkopkowej chodzi — zauważył ktoś.

— Pewnie że o nią — potwierdził Sobek. — O nią, na którą taki żulik, jak szanowny pan Wojdyłło...

— Zamilcz pan! — krzyknął Wojdyłło. — Dość mi tego!

— Panu dość, a mnie mało!...

— Patrz pan swego nosa!

— I pan mógłby popatrzeć swojego. Tylko ciemno. Z daleka nie widać. Ale do mnie tu pan nie zejdziesz, bo się boisz.

Zenon zaśmiał się.

— Czego, czego, ty durniu, mam się bać?

— A taki się boisz, żeby nie dostać po mordzie!...

— Zostawcie, nie warto — łagodnie poradził ktoś z ganku.