A furman mu odpowiada:

— Ludwikowska pani kazała powtórzyć, że już roboty dla nas nie będzie.

— Dlaczego nie będzie? Fabrykę zamykają?

— Fabryki nie zamykają — powiada furman. — Ale że to pański syn ich panicza obraził, to nie chcą panu roboty dawać.

Znachor chrząknął.

— To niesprawiedliwe. Jakże ojciec za syna może odpowiadać? Syn łobuz, ale ojciec porządny człowiek i nic nie zawinił.

— No pewno — przyznała Marysia. — Ja mu to samo powiedziałam.

— Niby komu?

— Mosterdziejowi. On dopiero, gdy takie rzeczy usłyszał od rymarza, zaczął dowiadywać się i dowiedział się, co było. To najpierw poszedł do pana Sobka, podał mu rękę i powinszował, że on z jego synem słusznie postąpił, a potem przyszedł do mnie.

— I czego chciał?