— Jaki piękny!
— Te kamyki mają kolor twoich oczu, Marysieńko.
Długo przyglądała się pierścionkowi, wreszcie odezwała się ze zdziwieniem i nabożeństwem w głosie:
— To ja jestem... zaręczona?...
— Tak, kochanie, jesteś moją narzeczoną.
— Narzeczoną... — powtórzyła i ze smutkiem dodała — Ale ja jeszcze żadnego pierścionka dać nie mogę... Nie mam. Ostatni, mamusiny, został sprzedany na... koszty pogrzebu. Też był z szafirami i mama bardzo go kochała, chociaż był tani, o wiele skromniejszy od tego.
W jej oczach zakręciły się łzy.
— Nie myśl o rzeczach smutnych — powiedział. — A mnie i bez zaręczynowego pierścionka nie uda się zapomnieć, że jestem już niewolnikiem, najszczęśliwszym niewolnikiem, który wcale nie pragnie wyzwolenia.
— Boże! Boże! — szepnęła. — W głowie mi się kręci. Wszystko przyszło tak nagle...
Zaśmiał się.