— Zapewne — niechętnie zgodził się lekarz. — Istotnie mogło mnie nie być w domu. Strzeż nas tylko, Boże, od zakażenia.

Pan Czyński wydobył z portfelu banknot i podał znachorowi.

— Macie tu za waszą pomoc.

Kosiba potrząsnął głową.

— Nie trzeba mi pieniędzy.

— Weźcie. Że biednym pomagacie darmo, to słusznie, ale od nas możecie wziąć.

— Ja nie pomagam biednym czy bogatym, tylko ludziom. A temu paniczowi, to gdyby nie sumienie, to bym i wcale nie pomógł. Raczej on powinien był zginąć, a nie ta nieszczęśliwa dziewczyna... Przez niego teraz umiera...

Pani Czyńska zwróciła się do lekarza po francusku:

— Czy można już przenieść go do samochodu?

— Tak!... — odpowiedział. — Zaraz zawołam ludzi. Tylko spakuję się.