— Nie o przywłaszczenie, bo o kradzież — twardo podkreślił lekarz.

— Więc o kradzież — powtórzył przodownik. — Czy przyznaje się pan, panie Kosiba?...

Znachor opuścił głowę i milczał.

— Panie komendancie! — zawołał lekarz. — Niech pan przystąpi do rewizji. Walizka na pewno jest tu czy też ukryta gdzie w zabudowaniach gospodarskich.

— Przepraszam, panie doktorze — zastrzegł się policjant — ale proszę mi nie dyktować, co mam robić. To moja sprawa.

Zrobił pauzę i znowu zwrócił się do znachora:

— Czy przyznaje się pan?

Kiwnął głową po chwili wahania.

— Tak.

— Dlaczego pan to zrobił?... Czy z chęci zysku, czy dlatego, że bez tych narzędzi nie mógłby pan ratować ofiary katastrofy?