— Muszę stąd odejść, muszę... Tylko dokąd?..

Wiedziała od ludzi, że w sklepie pani Szkopkowej pracuje już jakaś inna dziewczyna. W całej okolicy na żadną posadę nie mogła liczyć. Nikt przecie nie wiedział, że była zaręczona z Leszkiem, nikt by nie uwierzył, gdyby nawet zdobyła się na powiedzenie tego głośno. Natomiast wszyscy wiedzieli, zwłaszcza po katastrofie, że spotykała się z nim, że jeździli na samotne spacery do lasu... Z taką opinią nie mogła spodziewać się jakiejkolwiek posady.

A odejść... dokąd?...

Rzuciła się na łóżko i płakała. Płakała nad swoim okrutnym losem, nad swoją wielką, jedyną miłością, która nie dała jej nic tylko ból, nic tylko wstyd, nic tylko nieszczęście...

— Leszku, Leszku, dlaczego zapomniałeś o mnie!... — powtarzała, zalewając się łzami.

— Hej, panno Marysiu, obiad! — rozległ się za oknem głos Wasila.

Nie poruszyła się, a on po chwili wszedł.

— Czego panna Marysia płacze? — zapytał.

— Nie wiem — odpowiedziała wśród szlochu.

— Jakże to tak?... Skrzywdził kto pannę Marysię?... No, proszę powiedzieć!...