Pan Czyński na próżno wysilał się, by czymkolwiek zająć uwagę syna. Leszek ograniczał się do krótkich odpowiedzi, bezmyślnie przyglądał się końcom własnych butów i był w nim jakiś zastygły, bezwładny spokój.
W nocy pan Czyński nie mógł zasnąć i zajrzał do przedziału syna. Miał jakieś złe przeczucia i niewiele omylił się: Leszek pomimo mroźnej nocy otworzył okno i w cienkiej jedwabnej pidżamie stał, wychylając głowę na zewnątrz. Poryw lodowego wiatru przy otwarciu drzwi wtargnął do przedziału.
— Co ty wyprawiasz, synu! — przeraził się pan Czyński. — Dostaniesz zapalenia płuc!
Leszek odwrócił się.
— Możliwe, ojcze.
— Proszę cię, zamknij okno.
— Gorąco mi.
— Chcę z tobą pomówić.
— Dobrze.
Zamknął okno i usiadł.