— Sobczak, obszukaj go.
Posterunkowy rozpiął gruby, zniszczony kubrak, przeszukał kieszenie, położył przed przodownikiem na stole wszystko, co znalazł: nieduży, tani scyzoryk, kilkadziesiąt groszy, kawałek sznurka, dwa guziki i blaszaną łyżkę. Obmacał mu cholewy, ale i tam nic nie było.
— Skąd żeście się tu wzięli? Co? — zapytał przodownik.
— Przyszedłem z Czumki w surskim powiecie.
— Z Czumki?... A po coście przyszli?
— Za pracą. W Czumce robiłem w tartaku. Tartak zamknęli. Ludzie mówili, że tu, w Chotymowie, dostanę zajęcie i zarobek.
— A jak nazywał się właściciel tartaku w Czumce?
— Fibich.
— Długoście tam robili?
— Pół roku.