— To i chwała Bogu — śpiesznie mruknął Prokop w obawie, by Romaniukowi nie przyszło do głowy zapytanie o zdrowie Wasila. — Tylko żeby na przyszły piątek przyszedł, bo w piątek Kaziuka biorą.

— To dobrze, bracie, że mówisz. Bo jego w domu nie ma. On teraz aż do Oszmiany pojechał.

— Roboty szukać?

— A pewno.

— Ale wróci?

— Co nie ma wrócić? Zaraz z Radoliszek pocztową karteczkę do niego wyślę.

— No, to i dobrze. Żeby na piątek...

— Toż rozumiem.

— Pracy teraz wiele. Nie zdołam bez dwóch parobków — dodał Prokop.

— Przyjedzie na czas.