— Wiadomo — przyznał Romaniuk.
— Tak ja sobie pomyślałem, że twój, niby Nikita, podchodziłby do takiego zajęcia.
— Czemu nie.
— Nu, to jak?
— Co jak?
— Nu, z Nikitą?
— Ano, żeby u ciebie, do pracy?
— Aha.
Romaniuk podrapał się po głowie, w jego małych, siwych oczkach błysnęła radość. Powiedział jednak obojętnym tonem:
— Chłopak zdrowy...