— Znam tamtego kowala. Czy to nie Wołowik?
— Wołowik, Józef. Z jednym okiem.
— To prawda. Iskra mu wypaliła. A znaczy się ty sam też kowal.
Przybysz uśmiechnął się:
— I kowal, i nie kowal. Każdą robotę znam...
— Jakże to tak?
— Ano już lat ze dwadzieścia10 po świecie chodzę, to i nauczyłem się wielu rzeczy.
Stary zerknął spod krzaczastych brwi.
— A po młynarskiej części też pracowałeś?
— Nie, nie zdarzyło się. Ale ja także, panie Mielnik, prawdę powiem. Nocowałem ja w Pobereziu u niejakich Romaniuków. Dobrzy ludzie. I tam słyszałem, że ich syn do pracy u ciebie zgodzony. Ale on w Oszmianie robotę dostał w kooperatywie i wracać nie chce.