Po barszczu przyszła kolej na mięso, gotowaną wieprzowinę, pokrajaną w kawałki wielkości pięści, tłustą i przerastałą.
— Olga! — zaskrzeczała niecierpliwie matka Agata, zwracając się do drugiej kobiety. — Odkrójże bratu chleba! Nie widzisz!
Olga, szczupła i zwinna, sięgnęła po bochenek, uniosła go lekko, oparła o siebie i odcięła długą, cienką i równą kromkę.
— I mnie chleba, mamo — upominała się dziewczynka nazywana Natalką.
— I człowiekowi nie zapomnij — burknął Prokop.
Olga zerknęła na gościa i położyła przed nim takąż zgrabną kromkę.
— Dziękuję — powiedział, a ona zaśmiała się i kiwnęła głową.
— Nie ma za co.
— Z daleka jesteś?
— Z daleka, z Kalisza.