— Bardzo boli.
— A widzisz. I tu musi być tak samo!...
Kaleka syknął pod dotknięciem palca.
Antoni uśmiechnął się.
— Widzisz!... Tu trzeba przekroić skórę i mięśnie. A potem młoteczkiem... albo piłką. Zestawić w porządku.
Zwykle spokojny i raczej flegmatyczny Antoni był teraz zmieniony nie do poznania. Z ożywieniem tłumaczył Wasilowi, że nie wolno tracić czasu i trzeba to prędko zrobić.
— Doktor Pawlicki nie zgodzi się — Wasil potrząsnął głową. — On jak raz co powie, to później i słuchać nie chce. Chyba żeby do Wilna jechać?
Drżał cały pod wpływem tej nadziei, jaką w nim obudził Antoni, i wpatrywał się weń z niepokojem.
— Nie trzeba do Wilna! — gniewnie odpowiedział Antoni. — Nie trzeba nikogo. Ja sam! Ja sam to zrobię!...
— Ty? — już z zupełną niewiarą zawołał Wasil.