Ballada o stajence

Matka pełna uśmiechu i chemii

dłonie zamyślała w balii

co wieczór...

a nad dłońmi tymi

trzej królowie spóźnieni płakali.

Nawet aniołki. Gipsowe i krągłe

na kolędach jak wielbłądach fruwające,

krótkie szatki haftowane ogniem

na jej ręce zrzucały w locie.