Woda nie była zwykła. Ze źródeł,
gdzie kadzidło rośnie i mirra,
palma także. I w liściastej urnie
Bóg się mały w piosence obmywa.
Przychodziły do niej z pustyni lwy płowe
gasić czerwone języki,
po głosie ich, po tęsknocie ich — człowiek
zjawił się śpiewny i zwykły.
Na sianie szemrzącym, na szmerze
obok róży cichej i bydła