Czas

Kiedy po włosach kręte płomyki wiją się pośpieszne

i iskra wzrok wypala, czoło w sieć zamienia,

twe ręce przerażone ogromnym powietrzem

kulistym bardzo — drżą.

Za oknem jak krawędzią dwu odmiennych światów

jest ciemna pogoń planet, milczenie kamienia

i niebo, dymiąc głucho, płynie cieniem statku,

pod którym wieją skrzydła żegnających rąk.

A światy są ogniste i oczom dostępne.