Do zmarłej

Pusty po tobie powietrza słup

oczy mi mrozem przekłuł;

dochodzi do mnie świergot twych stóp

gołębich: szelest

sukni najlżejszy, korali dźwięk

okrągły, nikły jak dzwonków pęk

u głowy twojej w kościele.

Ze snu powstaję i cieniem rąk

nierzeczywistych dla mnie i trudnych