szukam oddechu twojego. Skroń

zgina mnie ciężka jak kamień — i

widzę przez oczy, które mróz przekłuł:

ciało twe drobne tuli się w trumnie

w chłodnej koszuli jak w śniegu.

Rozumiem teraz błyskawic syk,

wołanie kwiatu, gdy pryska w twarz

kolorem silnym, i garstkę śpiewu

w krzaku pobliskim ciemnym jak głaz.

Lecz język wtedy martwy był. Nie mógł