ten dźwięk, tę nutę wybraną z mrozu,

co pada za mną i truje liście

drzew jak posągi rżnięte w złej zorzy?

Pod słońcem małym dogna mnie tchnienie

z jarów śmiertelnych; — stuloną dłoń

położę wówczas w nagim strumieniu

tych niepojętych wołań za mgłą.

Ale czy znajdę światłem przebity

tę chwilę skąpą, jak okno wąską,

kiedy widnokrąg podobny szybie