Jak pejzaż przeszło obok milczenie

i stoję: w oczach łamie się tło,

niebo faluje krótkie przez rzęsy

i znowu nie wiem patrząc w to miejsce,

jakie w nas struny wyschnięte mrą.

Podwoję ilość imion daremnych,

uśmiech przypomnę srebrny jak sierp

i nad parzystym widmem twej ręki

oczy zawieszę czarne od świec.

Ale czy dojrzę, ale czy chwycę