nozdrza podał ku górze i smyczę
ściągał twardo — on grał
i uciszał rośliny nieliczne.
Tańczyła sól. Wiatry krzepły,
ptaki zaczęły płonąć,
wielkie łodzie pękały jak miażdżone orzechy
i zsuwała się ziemia ku domom.
Ptak uderzył o wodę, gdzie Odys1
wracał wsparty plecami o maszt,
a już wtedy płonęła młodość