I usypiasz w ramionach pustkę, której się lękasz;

nie wiesz tylko, jak wiele snu ci dadzą i kiedy —

Nie myśl. Starczy. Odmierzą, mój chłopaczku maleńki,

i położą w wieczności miękkiej, czystej jak śniegi.

Może skąpić ci będą, ale bardzo miłować,

i odmierzą ci ładnie w metal śmierci warczącej,

wtedy dłonie podniesiesz i znów dźwigniesz na nowo

strumień mleczny.

Jak atlas1 będziesz dźwigał bez końca.

Przypisy: