wtapiał milcząc w wyblakły czas.

Przerażony zarysem tylko

głębi mocnej co ciałem targa

grudki serca zielonym motylom

pozazdrościł zgubiony w barwach.

Nie mógł. Słowem tę przepaść mierzył,

wiosło skruszył o fali skręt,

kiedy w górze jak okręt lub zwierzę

zawarczała smolista brew.

Zwarte czoło jak proporzec podniósł,