pniemy się nocą nad dachy i sen,
tobie, Warszawo, co w snach naszych śnisz,
nucąc wrześniami żałobny nasz tren”.
— Biegłam rankiem po chleb do piekarni
(chleba dotąd czekają tam w domu),
a ja leżę z koszykiem bezradnie,
tuż za rogiem nie znana nikomu...
........................................................
— Właśnie ręką chwytałem za granat,
żeby czołgi przywitać nim celnie,