chyli w młodość muzyczną. Więc w blasku

rzeczy stoisz, w rękach nić pejzażu

wijesz jasną, jak my złe żelazo.

Ach, tak się dziejom jutrzennym1 napatrz

jak my twarze w płomieniu kute

zwracaliśmy, gdzie grom swoje światło

jak fontanny podnosił łódkę.

Lecz się kochać nie ucz tych ogni,

bo sen łatwy — lecz smutek pod nim.

Bo wystarczy nam jedna ziemia,