powiędły echa strzałów,

wiruje błękit niski jak wczoraj łaskawy,

jak lustro.

Każ trawie, by milczała. Jej śpiew cię zadławi,

spowije watą wzruszeń i ciśnie w niepamięć.

Nim ockniesz się, już serce zagubisz w obrazie

i dłonie w przerażeniu milcząco załamiesz.

Dzisiaj

inaczej ziemię witać!

Wierzyłeś: słowiczym pieniem wierszy popłynie sława harda