i serca nie nasycił krzyk wbity na bagnet.

Dzień rozbrój z woni siana. Sandały zielone

niech zostawi przed progiem, na którym go czekasz —

odejmij pustkę oczom, gdy w smutku zatoną

i nie daj mówić wiatrom o liliowych zmierzchach.

Bo kłamią. Bo śpiewają gorejącą lawą,

że znowu dłoń na niebo jak na strunę złożysz,

muzykę podasz ustom —

Dzisiaj —

w piaskach cmentarzy