szatan umywał ręce, jeszcze wodę po nich przeklinał
i żałośnie płakał jak dziecko.
Poznał go biskup srogi i powieką obwisłą skinął,
pełen chrzęstu srebra i haftu przystanął przed nim jak wizją,
wzrok do nieba podniósł: Ukrzyżuj!
Wielkim głosem potrząsał jak grzywą.
Wypędzony więc z miasta jak z raju
wziął mnie mocno za przegub dłoni
i na górę wysoką zaniósł.
Kiedy mi z gliny lepił chleb