Ama łyskawicą wysunęła się — kłąb

sinych wężów niosąc w paszczy — wnętrzności lwa.

Z pustą ziejącą otchłanią zataczał się

i zwolna obchodził lew jamę krwi konając.

Jak na wieczornych przechadzkach nad morzem,

łasiła się do mej ręki Ama — od lwa nietknięta —

tylko bardziej leniwa pokłada się u mych nóg —

i nie mogła wstać.

Cierpiąc patrzała na mnie tajemniczym blaskiem,

a w oczach jej morze gasło i ciemniało.