nie tak bolesne, nie tak gorące.

Auto-da-fe

Przyjaźń mi zdradnie ręce związała,

gdym je wyciągał w górę do nieba.

Ojczyzna plwocią mnie obryzgała,

gdym ją nakarmiał z wina i chleba.

Miłość poranna w pustkę wywiodła,

z twarzą słoneczną Pani alkierza;

a miłość Święta — bok mi przebodła,

i do miejskiego ciśnie pręgierza;