a z ust mych płynie krwi posoka,

a w uszach dźwięczą krotofile.

Ogień buchnął — i czarne mantyle

dech zaparły, jak fala głęboka —

tylko jednej przechrzciance z Maroka

oczy gasną, jak gwiazdy w mogile.

Wczoraj z braćmi łamałem się w celi

pleśniącym komunii chlebem,

a barłóg zamiast pościeli,

a ciemny loch był nam niebem.