z ruin, gdzie ptastwo dzikie jęczy,

w mroku się bijąc o pierś dzwonu.

A ciała królów poszarpane

przez widm złowieszcze wardałaki,

a rzeki krwawą toczą pianę.

W pałacach pustych błądzą straże —

łańcuchem skuli czaszkę moją,

w piekielnym zanurzając warze.

Abbadon czekał z mię ofiary,

lecz anioł Boży wszedł do lochu —