gadzinę myśli zatruwać skrycie

i wiecznie milczeć o tem, co boli —

gdy w uszach moich bez końca brzmi

marność mych dni...

Tak więc — wśród duszy osamotnienia,

gdzie każde tchnienie goryczą dysze —

jakiż, o Panie, dasz cud zbawienia,

aby się burza zmieniła w ciszę

i przestał jęczeć rozbity dzwon?

— Jedynie... zgon.