W umarłych święto, w jęki niepowrotne,

serce się moje nie czuje samotne.

Ach, pamiętam knieje, szumiące dokoła,

świegot ptastwa, ryk zwierza i dymiące sioła —

wonie traw pokoszonych i białe bociany,

lecące gdzieś aż z Indyów na mój dach żerdziany.

Dziś — pół świata zbłądziwszy na smętnem błąkaniu —

Tobie, coś moją młodość widziała w zaraniu —

Lipo cmentarna! Xieni pszczół i roju

duszyczek, co już doznały wiecznego spokoju —