i będzie ku nam iść.

Lecz za winy własne lub mojego rodu

na niwach spustoszonych umierając z głodu,

u źródeł jadem strutych konając z pragnienia,

to się spalam w pożarach, to marznę wśród cienia —

w rozpękłych górach lawy księżyca martwego.

Idzie wiejskie pacholę przed Maryi ołtarze —

niech Cię, moja dziecino, pychą Bóg nie każe —

i niech Cię odtąd Aniołowie strzegą.

Krzyż