Tak... więc mi radzisz jedno — zapomnienie —

i przyjaźń dajesz miłosiernej siostry...

Wiem — obowiązek, przysięga, sumienie —

wiem — i nie żądam — wolę ja nóż ostry,

niźli łagodne czyścowe płomienie.

Już późno... wróćmy. O, jak zmienne, Lenko,

pogody świata — wiatr chmurzyska goni

i pędzi prosto — patrz — w Twoje okienko

podniebne, skryte w hiacynty i bluszcze —

i tam łzy drobne, rzęsiste uroni.