jak zimny wiatr na zwiędłych stawu trzcinach,
jam blask wulkanów — a w błotnych nizinach
idę, jak pogrzeb, z nudą i żałobą.
Na harfach morze gra — kłębi się rajów pożoga,
i słońce — mój wróg słońce! wschodzi, wielbiąc Boga2.
*
Mój duch łańcuchem skuty do ziemi3
zwisa się w przepaść piekielnych łon,
a kiedy targnie skrzydły4 dźwięcznemi
głuche się echo ozwie jak dzwon.