U stropu mego gwiazda się żarzy
[serce me niegdyś kochało ją],
w przeanieleniu złotych witraży
ona się moją syciła krwią.
I znowu płynie gwiaździsta rosa
pocałunkami morderczych zórz —
oh5, duszo moja, oh, me niebiosa,
rzućcie swe płomię6 w toń zimnych mórz.
Nie pragnę słońca — osamotniony —
z krzykiem złowieszczym upiornych snów,