Ariaman milczał, potem rzekł:

— Odtąd imię me będzie znaczyć: Człowiek, który oparty jest sam na sobie...

Wiara moja rzuciła mię w otchłań piekła. Wyprowadzi mię z niego tylko myśl, która tragedią ludzkiego istnienia osądzi me stare wierzenie.

Kiedy Notowicz340 jechał po ewangelię Issy, mającą być w klasztorach tybetańskich, raz nocą ciemną przejść musiał przez wąwóz, gdzie mrowiło się od dzikich zwierząt.

Dziesięciu tragarzy niosących paki posuwało się w ciemnościach — wtem ryk pantery!

Wszyscy stanęli w trwodze.

Usłyszeli krzyk straszny walki i w agonii umierającego człowieka...

Nieostrożny podróżnik, jakim był Notowicz, nie miał przygotowanej broni — ta była niesiona przez któregoś tragarza. Gdy rozpalono światło, ujrzano na konwulsjami targanym Indusie wspaniałą panterę...

Notowicz wycelował karabin, pantera już miała się rzucić — lecz odmieniwszy nagle zamiar, wyrwała kawał ogromny ludzkiego ciała i uciekła w las.

Tak drogo trzeba nieraz opłacać ewangelie!