Potok to rwie się huraganem jęków, to wypełnia milczeniem zimne, bezdenne jeziora.

Niewidzialne ropuchy i kameleony, gnieżdżące się w wilgotnych jamach, gadały ze sobą.

Księżyc przyświecał przez mroczne tysiącoletnie lasy cedrów.

Na szczycie niedostępnej góry migotał zamek łuską lśnień.

Słuchałem bębnienia ropuch i szeptu kameleonów, które obsiadły w leju skalistym mgławe jeziora.

Myślałem o tych, co błądzą zamknięci w pieczarach.

Sam byłem — księżyc już zapadł za góry — chłodne milczenie nastrajało swój instrument przerażenia i rozpaczy.

Myślałem — jakie są tajemnice Boga, kiedy je ukrywa przed sobą samym?

*

Przyległszy twarzą do granitowych wschodów świętego stawu — przysiągłem Tobie, Duchu nieogarniony — —