Wieszczka Lodowców powiedziała mi, streszczając swe wrażenie:
— Ariaman nie uświadamia nic, zapomina o wszystkim i nie umie wyciągać wniosków z niczego. —
To straszne, nieprawdaż? Przypominam, że w kajucie rozbitego okrętu czytałem powieść o księciu, zwanym Idiotą129, wprawdzie to był wcale nie najgłupszy z ludzi!
Także i Don Kichot130, kiedy wyzdrowiał na łożu śmiertelnym i puścił się w nową podróż — to zadziwił nawet Sancho Pansę swoją roztropnością! Może będzie tak i ze mną. Tymczasem moja mądrość polega przede wszystkim na tym, że z dala żyję od ludzi, bo inaczej byłbym przez nich od razu strąconym aż na dno. Wywędrowałem do takich krajów, gdzie w ogóle już nazwa człowiek staje się nonsensem.
Milczeniem bezgranicznym zakończyła się ostatecznie rozmowa Ariamana z limbami.
Ten szukający Wtajemniczeń nie domyślał się, że jego spowiedzi wysłuchuje najgroźniejszy tyran, najzręczniejszy Proteusz131, najbardziej nieuchwytny wróg Boga w Tatrach!
Trismegista — Król Wężów, który od dawna już rzucał na duszę Ariamana swe trujące mroki...
Ariaman wyszedł z groty nad morzem wśród jarów Lodowca Zgonu i szedł kędyś132 po ciemku.
Deszcz ustał.