Owszem, każdemu śpieszy się przepłynąć przez taki Kocyt, wstąpić na taki wirch Anafielasu472!
Ale my wiemy już na pewno, że śmierć jest inna: Ogromne, prawie aż poczciwe, Nic!
Rozwiązanie zadania żyjącego w formie rzeczypospolitej z kilkudziesięciu milionów komórek w organizmie ludzkim...
Nie daje o tym pojęcia ani zgaszenie lampy, ani opadnięcie liścia.
Jest to zniknięcie tego, który dzień temu, chwilę temu był Absolutem:
dzięki któremu Ocean był Oceanem, Bóg Bogiem, Miłość Miłością, rozwarcie kolan kobiety ukochanej — szczęściem!...
Bez niego nie istniał Byt.
W nim wiązało się, jakby w zworniku, gotyckie sklepienie świata. Śmierć uczyniła zaś z tego cudownego rachunku — zupełny absurd.
Turów Róg takiej śmierci nie uznawał.
Śmierć w Turowym Rogu miała swój zakon i swoją świątynię o trzech kondygnacjach.