I nie mógł uklęknąć wraz z nią, lecz coś szeptał do Kogoś.
Ale były to myśli straszne Demona już z piekieł.
On myślał, że, jeżeli nie stanie się teraz cud natychmiastowo, jeżeli mu te dzieci nie przyjdą z uśmiechem wesołym — jak dawniej — jeśli ta ziemia czarna, podła —
tak —
tym nożem on zamorduje — Tego na krzyżu — i tego jeszcze Tam...
Żona jego, szkielet, w którym biło nierównym, ciężkim dygotem serce — jakby ono tylko pozostało z całego człowieczego istnienia —
żona — kochająca go nad wszystkie światy za grobem i tu —
ona tylko trzymała jego dłoń, czując, że z nim się staje coś potworniejszego, niż dusza ludzka znieść może.
On podszedł do dzieciątka jeszcze tchnącego.
Położył dłoń na jego czole i coś mu nakazał, jak Mojżesz swemu ludowi.