Księżyc złączył się z chmurą.

Nie wiedział nawet, czy odeszła z niego rozrodcza moc.

Kiedy Ona wytężyła się w ekstazie, gigantyczna postać Króla Wężów zabłysła wśród gór, przechyliła swą koronę nad falujące lasu wierzchołki.

Ariaman wyrzekł głośno, spokojnie, jak bizantyjski cesarz Archiereus, czytający wyrok zagłady dla całego plemienia innowierców:

— Niechaj będzie Demonem na wieki wieków — to, co się z nas teraz narodzi.

— I ja tego żądam — rzekła Zolima.

Mrok.

Chmura przepłynęła — lecz księżyc już zaszedł za góry.

Mżenia błyskawic stawały się coraz potężniejsze.

Wstał i odjął ręce Zolimy ze swej szyi.