Jesteś zjawiskiem Walkirii, która walczy nad chmurami.

Lecz ja, według słów Kościuszki, stanąłem na koniec w tej części Świata, gdzie ważąc na Szali powinność, uczułem głos wewnętrzny przekonywający, że nigdy dosyć z własnej Ziemi wywiązać się nie można! —

Mówiąc to, wyskoczył na brzeg.

Pani Kaliruga wyprostowała się w łodzi, węże błysnęły wirem płomieni.

— Nieszczęsny — rzekła — gonisz ziemię, która cię odpycha i tak o ciebie nie dba, jak „Au bon Marché650” nie dba o motyla, który leci, ginąc w tym olbrzymim, piekielnym natłoku depcących się ludzi.

Jam jest miłość tryumfująca wierzchołków Hiamawatu — i tych smętnych podziemnych jezior Tatr, które ma mój ojciec — Król Wężów! Ze mną pójdziesz na Wielkie gody Życia — tam trafisz już tylko na stypę po umarłej Polsce!... —

Ariaman wszedł w mroczny, iglasty las, a był pełen tak tragicznego bólu, iż nie potrzebował zatykać uszu, jak Odyseusz przed śpiewem Najady. Kierując się instynktem człowieka puszczy, znalazł wkrótce drogę najbliższą do Turowego Rogu. Szedł część nocy i kawał dnia.

Ten mistyk, żyjący już na wierzchołku lodowca — niwecząc miłość, kochał najwięcej.


Podchodząc do Turowego Rogu, ujrzał elegancką z wielu pałkami na koronie remizę — zaśmiał się, jak na dobre żarty, bo na koźle siedział Murzyn — w rękawiczkach czarnych i cylindrze.