Ale on, milcząc rzucił mi z tacy, którą nieśli żołnierze, nieco pomarańczy, fig i granatów oraz jeden pieniążek srebrny.
Zapach rozkoszny zapełnił pieczarę, uśmiechnąłem się do owoców, z których promieniowało słońce — i świeże powiewy królewskich sadów.
Uśmiechnął się i oficer.
— Wiedz — rabie: dzisiaj księżniczki Feniksany ślub!
— Kłamiesz! — ryknąłem.
Zdumiał się oficer, a jeden z żołnierzy pokazał na moje czoło.
Siedzę skurczony, patrząc na fioletowe granaty i złote naranchy286 — jeden po drugim owoce poczynam rozrywać, krew ich, sącząca się po mych rękach, sprawia mi szalony ból, rozrywam je w strzępy.
Cichy i zamyślony siedzę nad zbłoconym darem słońca.
Światło wieczornego nieba słodką smugą zagląda przez kraty...
Porwałem się.