Węże fal na dwóch sterczących fortecach zakręcały z furią.
Śnieg piany wylatywał w powietrze.
Woda, jak w olbrzymim kotle, wrze.
Znikają czarne zręby granitów i staje się mleczne jezioro.
Morze nieomal gładkie, tylko wewnętrzne spazmatyczne dreszcze nim wstrząsają. I oto Hades mrocznych skał wychyla się: milion potoków, rzek, wodospadów i lawin dżdżu leci z tych poszarpanych głazów ku morzu.
Rozwiera przepaść mrok przeraźliwy, chłodny, jak w północnych sagach o Niflhajmrze293.
Nad przepaścią wyrasta zły pylon Hadesu — skały, zwane Wejście Ornaku.
Węże pian żółtych, milami długie, leniwie opasują to Horodyszcze demonów.
Mrokiem olbrzymim wznoszą się wielkie góry lądu.
Wilgotne porosty nadają hieroglificzną patynę tym tarczom Achillesowym skał.